Już następnego dnia zauważył wyraźną zmianę w zachowaniu Artura. Mężczyzna był mniej rozmowny i niby wszystko wyglądało normalnie, ale między nimi pojawił się chłód, którego wcześniej nie było. Ich kontakt szybko ograniczył się do spraw czysto praktycznych, a jedyne, co ich łączyło, to wspólna praca i mieszkanie pod jednym dachem.
Maciek próbował to sobie jakoś poukładać. W głowie miał dwa możliwe wyjaśnienia - albo tak naprawdę wcale nie znał Artura i ten po prostu miał swoje humory, kiedy nie chciało mu się gadać… albo problem leżał po jego stronie. Może tamtego wieczoru przesadził i przekroczył granicę, gdy jego usta znalazły się na penisie jego nowego współlokatora... i poczuł się zbyt pewnie i wszystko potoczyło się za szybko? Niewykluczone, że dopiero później dotarło to do Artura i zwyczajnie się wkurzył.
Teoretycznie mógł zapytać wprost i rozwiać wątpliwości, ale brakowało mu odwagi. Sam Artur zachowywał się tak, jakby nic się nie wydarzyło, tyle że nie był już tym samym wyluzowanym gościem, z którym można było pogadać o wszystkim bez spiny. Z czasem Maciek zauważył coś jeszcze - Artur w ogóle nie szukał z nim kontaktu. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom nie było żadnych wspólnych wyjść, żadnych propozycji treningów czy imprez. Rozmowy prywatne praktycznie zniknęły. Wszystko stało się suche, konkretne i pozbawione luzu... aż do pewnego popołudnia.
Drzwi do mieszkania otworzyły się z hukiem i do środka wszedł Artur, taszcząc dwie wypchane siatki. Po chwili po mieszkaniu rozszedł się charakterystyczny brzęk szkła. Maciek odruchowo spojrzał w jego stronę i zobaczył, jak ten bez słowa wykłada na blat kolejne butelki piwa i kilka flaszek czystej. Już sam ten widok sugerował, że coś się szykuje.
- Ooo… robisz… imprezę? - Zapytał podekscytowany.
- Taa… robię bibę dla ziomków z osiedla. Akurat dziś będą przejazdem w mieście i wpadną zobaczyć jak się urządziłem w nowym miejscu, hehe. - Zaśmiał się i wskazał na butelki. - Trochę wypijemy, pogadamy. A potem, wiadomo… będą musieli się gdzieś przekimać... więc lepiej, żebyś dał dyla na jeden wieczór.
- Ale… - Nagle posmutniał, gdy uświadomił sobie, że nie był uwzględniony w planie imprezy. - Yyy… ja… nie będę wam przeszkadzał…
- Nie, mordo. Nie ma takiej opcji. - Artur spojrzał na niego surowo. - Nie chcę, żebyś mi tu łaził…
- Yyy… ale… czemu nie? Yyy... dlaczego nie mogę zostać? - Starał się przekonać mężczyznę. - Ja… zamknę się w pokoju… yyy… nawet nie wyjdę…
- Bo kurwa mówię, że nie! - Ryknął nagle. - Nikt nie wie z kim mieszkam i tak ma zostać. Nie chcę żadnych pytań, plotek i pierdolenia za plecami. Po prostu… nie!
Maciek spuścił głowę próbując coś jeszcze powiedzieć, ale zrezygnował widząc bojowe nastawienie mężczyzny. Właśnie teraz dotarło do niego, że Artur najwyraźniej się go wstydził.
- Kurwa, Łuki... po prostu nie utrudniaj mi życia. Nie będę ci wszystkiego tłumaczył... ma cię tu nie być. - Warknął nie okazując litości. - To jedna noc... wychodzisz, idziesz gdzie chcesz, nocujesz gdzie chcesz. Rano wracasz i po temacie.
Czuł, że nie ma sensu się z nim kłócić, bo mężczyzna i tak postawi na swoim niezależnie od tego jakich argumentów by użył. Zerknął na niego i kiwnął głową, by nie eskalować konfliktu.
- No i ogarnij się, zanim wyjdziesz. Nie chcę tu żadnych twoich ciuchów w pokoju, żadnych rzeczy na wierzchu. Schowaj je. Ma wyglądać, jakbym mieszkał sam. Jasne?
- Jasne... - Odpowiedział cicho Maciek.
- No i zajebiście. Widzisz? Dogadaliśmy się. - Artur lekko się uśmiechnął. - A teraz idź wszystko ogarnąć i spadaj...
***
Spacerując bez celu po mieście, długo analizował zachowanie Artura. Dopiero gdy z nudów wszedł na oficjalną stronę „Męskiej Strefy”, coś do niego dotarło. W zakładce z nowościami i galerii aktorów zobaczył zdjęcia Artura - na każdym w tej samej białej masce. W jednej chwili wszystko zaczęło się układać. Artur po prostu nie chciał, żeby ktokolwiek go rozpoznał i powiązał z tym, czym się zajmuje.
Szybkie pieniądze, jakie dawała praca w studiu Fabiana, musiały być dla niego kuszące. Z drugiej strony udział w produkcjach gejowskich filmów porno mógł oznaczać problemy poza tym światem, szczególnie wśród kumpli, którzy jako (prawdopodobnie) zdeklarowani heterycy mogli tego nie zrozumieć. Obecność Maćka w mieszkaniu tylko zwiększała ryzyko, że ktoś zacznie zadawać pytania. Nawet jeśli sam chłopak wątpił, by ktoś spoza branży był w stanie go rozpoznać, Artur najwyraźniej wolał nie ryzykować.
Zrobiło się późno, a on nadal krążył po pogrążonym w półmroku mieście. Nie miał dokąd pójść ani gdzie spędzić nocy. Z jednej strony rozumiał obawy współlokatora, z drugiej czuł zawód. Przecież mogli po prostu udawać obcych ludzi, nie rozmawiać o pracy, nie zdradzać niczego co mogłoby wzbudzić podejrzenia.
Szedł powoli przez park, obok którego znajdowało się kino. Przez chwilę rozważał, czy nie wejść na jakiś seans, a może nawet dwa. W końcu ostatnie pokazy kończyły się dość późno, a czasem nawet nad ranem. Usiadł na ławce i wyjął telefon, przeglądając repertuar. Wtedy usłyszał szelest w krzakach. Zamarł na moment, niepewny, co to takiego. Po chwili dostrzegł sylwetki dwóch mężczyzn. Stali
oni w ciszy, wpatrując się w siebie, gdy nagle jeden zbliżył się do
drugiego i zaczął masować jego kroczę. Widząc to Maciek odłożył telefon i
zaciekawieniem zaczął się im przyglądać.
Niestety panował półmrok, a światło latarni nie docierało dostatecznie daleko, przez co nie widział za dobrze co dokładnie się tam działo. Postanowił przenieść się na ławkę, która znajdowała się nieco bliżej krzaków. Podniósł się i po cichu kroczył w obranym kierunku. Chciał zrobić to na tyle niepostrzeżenie, by nie spłoszyć mężczyzn, a gdy był już kilka metrów od celu czuł, że jego plan się powiedzie. Ciągle się na nich gapił, a oni wzajemnie się obmacywali. Metr przed ławką zwolnił, gdy ujrzał, jak jeden z nich rozpina rozporek. Po chwili jego oczom ukazał się sztywny kutas, który niemal od razu zniknął w ustach drugiego faceta, który właśnie uklęknął na liściach. Mężczyzna z zaangażowaniem obrabiał pałę, jednocześnie rozpinając własne spodnie. Obaj byli skupieni tylko na sobie, a ich zachowanie sugerowało, że zaraz przejdą do kolejnego etapu. Chłopak jak zahipnotyzowany obserwował tą scenę czując narastające pobudzenie, bo mężczyźni właśnie zaczęli się bzykać. Jeden trzymał się gałęzi, a drugi miarowo wjeżdżał w jego tyłek...
Nagle uświadomił sobie, że zamiast przysiąść na ławce, dalej powoli kroczył w ich kierunku, jednak było już za późno na powrót. Mężczyźni go spostrzegli i w pierwszej chwili na ich twarzach pojawiło się zaskoczenie, a ich ruchy się spowolniły. Maciek zatrzymał się nie wiedząc co zrobić, ale nadal się w nich wpatrywał. Gapili się tak na siebie przez jakieś dwie lub trzy sekundy, a gdy ponownie przyspieszyli nie przerywając spojrzenia. Młodzieniec wyczuł, że ich to podnieca, bo na twarzy tego z tyłu pojawił się wymowny uśmiech. To było jak swego rodzaju przyzwolenie, a może nawet zaproszenie? Chłopak przełknął ślinę i zrobił krok w ich kierunku, a potem kolejny i kolejny, aż był tuż przed nimi. Nie czekał na polecenie, po prostu uklęknął i wpakował do swoich ust penisa mężczyzny, który właśnie był jebany. Od razu wyczuł znajomy smak pre-ejakulatu i poddał się ruchom, jakie narzucał mężczyzna, pełniący aktywną rolę. To on wprawiał w ruch ciało oraz penisa tego drugiego.
Cała ta atmosfera bardzo podnieciła Maćka, który z utęsknieniem czekał, aż salwa spermy zaleje jego usta... do czego doszło kilka chwil później. Mężczyzna jęknął cicho, a przygotowany chłopak pochłonął jego penisa tak głęboko, jak tylko potrafił, czując jak ciepły i gęsty płyn spływa mu do gardła. Połknął go niemal od razu, po czym dokładnie wylizał penisa spoglądając z zadowoleniem na zacienioną twarz mężczyzny. Nie minęła nawet chwila, gdy ujrzał przed swoją twarzą penisa drugiego nieznajomego. Mężczyzna energicznie trzepał swoim kutasem, jakby miał zamiar spuścić się na twarz chłopaka. Ten jednak rzucił się na sztywnego gnata i za pomocą swoich wybitnych umiejętności oralnych doprowadził go do finiszu, również pochłaniając każdą kroplę jego nasienia. Gdy skończył i dokładnie wylizał penisa, zorientował się, że zostali we dwoje, bo drugi mężczyzna ulotnił się w międzyczasie. Maciek nadal klęczał na liściach i mimo, że nadal czuł duże podniecenie, to niespodziewanie w jego głowie pojawiło się pytanie - „co dalej?”. To było jak natychmiastowe otrzeźwienie, bo nadal nie wiedział co ze sobą począć i gdzie się zapodziać. Nie miał ochoty na kino i dalej czuł, że jest podniecony. Ta szybka zabawa w krzakach owszem dała mu satysfakcję, jednak liczył na coś dłuższego i głębszego... gdzie stanie się głównym obiektem do zaspokajania... zostanie całkowicie wykorzystany i zdominowany... tak jak zrobił to Artur podczas kręcenia ich pierwszego, wspólnego filmu...
Spojrzał ochoczo na nieznajomego, który właśnie zasuwał swój rozporek i postanowił wykorzystać tą okazję. Może zostanie wzięty za desperata, ale... wtedy do niego dotarło. Przecież tak właśnie było, bo desperacko potrzebował potrzebował noclegu, a przy okazji bardzo chciało mu się bzykać.
- Czy... yyy... - Odezwał się niepewnie, będąc zaskoczony tym co właśnie robił. - Czy... mogę wpaść... do pana?
Mężczyzna spojrzał na niepytająco, jakby usłyszał coś, czego kompletnie się nie spodziewał.
- Eee... nie mam lokum. - Odparł i ciągle poprawiając spodnie oddalił się bez pożegnania.
Maciek wpatrywał się w sylwetkę, która szybko zniknęła z jego pola widzenia. Dookoła panował cisza, a ciemne chmury zapowiadały rychły deszcz. Podniósł się z nóg i ruszył pustą alejką czując przytłaczającą go samotność. Ogromne, świecące logo kina rzucało łunę na ciemne niebo. On jednak postanowił pójść w przeciwnym kierunku, licząc, że po drodze wymyśli co ze sobą zrobić.
Był już niemal przy głównej ulicy, gdy zaczął padać deszcz. Nie miał ani parasola, ani schronienia, a nie chcąc zmoknąć ukrył się pod najbliższą wiatą przystankową. Już miał spojrzeć na rozkład jazdy autobusów kursujących w stronę centrum miasta, gdy nagle przed jego oczami zatrzymał się autobus jadący pod jego blok. Była to jedyna linia kursująca w tamte rejony miasta, więc... czy był to znak?
Nie zastanawiając się dłużej wskoczył do pojazdu...
***
Przemoczony stał teraz przed drzwiami do mieszkania i nasłuchiwał. Już z ulicy widział, że światło paliło się tylko w pokoju Artura, dlatego postanowił spróbować. Nie miał gotowego planu, ale liczył, że alkohol zrobił swoje i upici mężczyźni nie zorientują się, gdy po cichu wemknie się do mieszkania i ukryje się w swoim pokoju, a potem... coś się wymyśli.
Zza drzwi mieszkania nie dochodziły żadne dźwięki, założył więc, że mężczyźni muszą przesiadywać w pokoju Artura, który był na samym końcu korytarza. Wsunął w zamek klucz, lekko go przekręcił i zamarł na chwilę czując narastające napięcie. Na szczęście za drzwiami nadal panował cisza, więc delikatnie nacisnął klamkę, uchylił drzwi i zajrzał do środka. Tak jak się spodziewał, głosy dochodziły z drugiego końca mieszkania, a jego pokój znajdował się najbliżej wejścia, dosłownie dwa kroki od drzwi wejściowych. Wszedł więc do środka i gdy miał już delikatnie zamknąć drzwi poczuł na karku wiatr, uchylone w kuchni okno otwarło się na oścież, a wywołany tym silny podmuch trzasnął z impetem drzwiami.
W tej samej chwili na korytarz wyskoczył jakiś mężczyzna, a chłopak wiedział, że zaraz rozpęta się piekło.
- Ty... ktoś ty? I jak tu wlazłeś? - Warknął w jego kierunku.
- Co to za menel? - Pojawił się drugi, który spojrzał oceniająco na przemoczonego chłopaka.
- Yyy... ja... ja... jestem... - Poczuł ogarniający go strach widząc groźnie wyglądających mężczyzny, ale wiedział, że musi się jakoś wytłumaczyć i nie może wspomnieć, że jest współlokatorem Artura. - Ja jestem... kolegą... Artura... yyy... zaprosił mnie... - Wycedził, licząc, że to wystarczy, po czym dodał, chowając klucz w kieszeni. - Drzwi... były otwarte...
- No tak... Artur pewnie nie zamknął jak wyłaził do sklepu. - Powiedział na głos trzeci, który pojawił się za nimi.
- To ziomal Artura? - Krzyknął ktoś wesoło z pokoju. - Dawajcie go tu!
Mężczyźni wskazali chłopakowi kierunek, a on wystraszony postanowił się nie sprzeciwiać i podążył za nimi do pokoju Artura. W środku czekało na niego kolejnych trzech mężczyzn, a wszyscy mieli po około trzydzieści lat i wyglądali tak, jak sobie ich wyobrażał - byli albo krótko wygoleni, albo kompletnie łysi, ubrani w dresy lub po prostu na sportowo. Byli to dość rośli mężczyźni o atletycznych sylwetkach i srogich spojrzeniach, dlatego Maciek poczuł się nieswojo, gdy usadzono go między nimi. Bez pytania postawili przed nim kieliszek, który od razu napełnili wódką.
- Trochę jesteś w plecy, ziom, więc musisz nadrobić... - Wyjaśnił jeden, po czym ruchem dłoni zachęcił go do wypicia trunku.
Nie chcąc ich urazić szybko przechylił kieliszek opróżniając jego zawartość. Od razu poczuł palący płyn rozlewający się po jego przełyku i zakaszlał głośno, co spotkało się ze śmiechem mężczyzn. Wzdrygnął się ciągle czując nieprzyjemny smak wódki i odłożył kieliszek. Niestety nie spodziewał się, że od razu zostanie on ponownie napełniony. Wiedział czego od niego oczekują, więc ponownie wypił alkohol, tym razem starając się opanować swoje odruchy.
- Ty... skąd znasz Artura? Z roboty? - Zapytał nagle mężczyzna, którego ujrzał jako pierwszego. - Mówił, że znalazł coś na szybko, ale nie powiedział co...
- Yyy... nie... nie... yyy... nie z pracy... bo... ja pracuję... gdzie indziej i... - Od razu skłamał, pamiętając by w żaden sposób nie poruszyć drażliwych tematów, których tak bardzo obawiał się Artur. - My... yyy... ogólnie... nie gadamy za bardzo o pracy... i... yyy... poznaliśmy się przez... wspólnego znajomego... - Wymyślił na poczekaniu, wiedząc, że w pewnym sensie jest to prawda. - Takiego Fabiana...
- Aha... czaje... ale nie znam Fabiana... - Skomentował mężczyzna, po czym ciągnął dalej. - To... czym się zajmujesz?
W tym samym czasie jego kieliszek znowu został napełniony, a on przechylił go krzywiąc się przy tym. Wódka nigdy mu nie smakowała i za nią nie przepadał, dlatego pił ją jedynie ze względu na... towarzystwo. Teraz jednak okazała się być zbawienna, bo nagle poczuł się rozluźniony, a otaczający go mężczyźni przestali go przerażać. Nie był pewien, gdzie go to wszystko zaprowadzi, bo jego mizerny plan nie wypalił już na samym początku. Jedynym plusem tej sytuacji był fakt, że przynajmniej nie będzie sam. Od kilku godzin włóczył się bez celu po mieście i w tamtej chwili najbardziej doskwierała mu właśnie samotność. Mimo, że kompletnie nie znał tych mężczyzn to jednak pragnął towarzystwa. Postanowił nie stchórzyć i posiedzieć z nimi jeszcze przez chwilę, zanim obmyśli plan co zrobić zanim Artur wróci ze sklepu.
- Ja... yyy... ten Fabian... on ma firmę... i... kręci filmy... - Odparł czując się nieco pewniej. - A ja... pracuję właśnie u niego... u Fabiana... yyy... i gram... w filmach...
- O kurwa, jesteś aktorem? - Powiedział jego rozmówca, wyraźnie podekscytowany tym co usłyszał, jednocześnie nalewając wódkę do pustego kieliszka Maćka.
- Ostatnio... yyy... nawet dostałem... nagrodę... - Oświadczył dumnie, po czym wypił trunek jednym, szybkim ruchem.
- No to grubo! - Skomentował mężczyzna.
- Jak ty się w ogóle nazywasz? - Rzucił jeden z nich.
- No właśnie, jak masz na imię? - Podbił pytanie inny.
- I w jakich filmach grałeś? - Zapytał ktoś jeszcze.
Maciek uśmiechnął się czując jak zaczyna szumieć mu w głowie. Nie spodziewał się, że mężczyźni aż tak zainteresują się jego osobą. Chciał im wszystko wyjaśnić, ale nie do końca wiedział w jaki sposób przestawić prawdę, nie ujawniając zbyt wielu szczegółów. Już miał wspomnieć coś o krótkich spotach reklamowych i sesji do promocji całej serii jego filmów, która tak bardzo napędziła wykupowanie subskrypcji w studiu Fabiana, gdy nagle usłyszał trzaśnięcie drzwiami, a po sekundzie w progu stanął Artur. Mężczyzna miał w dłoni siatkę z zakupami, a na jego twarzy malował się uśmiech, który szybko zniknął, gdy tylko spojrzał w stronę Maćka.
- Łuki...? - Odezwał się zaskoczony Artur.
- Te... Artur... twój ziomal wpadł. - Powiedział któryś z jego kumpli. - Nie wiedziałem, że kumplujesz się z aktorami.
W każdej innej sytuacji by tego nie zrobił, ale Maciek czuł się tak wyluzowany, że po prostu gapił się na Artura podziwiając jego niesamowicie muskularne ciało. Nie przejmował się czy ktoś to zauważy, czy nie. Po prostu miał na to ochotę, bo cholernie kręcił go ten facet... a ta czarna, obcisła koszulka na ramiączkach, zawieszony na szyi srebrny łańcuch oraz luźne dżinsy powodowały, że wyglądał on jeszcze bardziej pociągająco niż zwykle. Artur wyglądał jak osiedlowy drań, którego nie powinno się zaczepiać. Maciek zaś miał wielką ochotę na właśnie takiego faceta, który go zdominuje, wytarmosi, ostro wygrzmoci i potraktuje nic nieznaczący przedmiot do zaspokajania potrzeb seksualnych. Artur kręcił go odkąd się poznali, ruchali się tylko na planie filmowym, potem Maciek mu obciągnął i... coś się miedzy nimi popsuło... ale przecież wszystko można było jeszcze naprawić. Chłopak wiedział, że jest w stanie uwieść każdego faceta i koniecznie chciał, by dziś zaliczył go właśnie Artur.
- Nikt z nas nie wiedział. - Dodał ktoś inny, konturując wątek. - Tak w ogóle... skombinowałbyś jakąś przegrychę. Chipsy się już skończyły.
- Aha... okej... - Burknął pod nosem Artur i uciekł do kuchni.
Maciek odprowadził go wzrokiem podziwiając jego muskularną sylwetkę. Z każdą kolejną sekundą czuł się coraz bardziej podniecony. Pragnął Artura tak mocno jak nigdy wcześniej i chciał mu się oddać, tu i teraz. Zrobiłby dla niego wszystko, cokolwiek mężczyzna sobie zażyczy.
Nagle poczuł na sobie wzrok mężczyzn i uświadomił sobie, że nie odpowiedział na ich pytania.
- Yyy... jestem... - Już miał powiedzieć „Maciek”, ale w porę się zorientował jak odezwał się do niego Artur, więc nie chcąc wprowadzać niepotrzebnego zamieszania postanowił trzymać się jednej wersji tej... prawdy. - Jestem Łuki... - Rzucił krótko, po czym wstał z zamiarem pójścia za Arturem do kuchni.
- Łuki? Łukasz? Ale jaki... - Zapytał któryś z mężczyzn.
- Yyy... po prostu... Łatwy Łuki... - Odpowiedział, gdy był już w progu, po czym wyszedł.
Mężczyźni spojrzeli sobie jakby nie do końca rozumieli, czy to nazwisko oraz imię, ale Maciek to zignorował. Czuł się pewnie idąc korytarzem, po czym wszedł do kuchni i ujrzał Artura. Mężczyzna był lekko ugięty, miał spuszczoną głowę, a jego ręce były oparte o kuchenny blat. Wyglądał jakby był... zły... załamany? Trudno było odgadnąć, ale na pewno był czymś przejęty.
***
Czuł jak się w nim gotuje. Był wściekły na swojego współlokatora, który nie dotrzymał danego mu słowa. Mieszkanie miało wyglądać jakby mieszkał tutaj sam, a chłopak miał zniknąć i wrócić kolejnego dnia. Zamiast tego wparował tutaj i uciął sobie pogawędkę z jego ziomalami... JEGO ziomalami. W dodatku chłopak wygadał się im, że jest aktorem! To była kompletna tragedia, bo jeśli tylko jego kumple dowiedzą się, że obaj grają w...
- Co ja ci kurwa mówiłem? Miało cię tu nie być! - Syknął cicho w kierunku chłopaka, nie spoglądając na niego. - I co do cholery im powiedziałeś?
- Yyyy... - Maciek zignorował pierwsze pytanie. - Nic takiego... yyy... nie mówiłem, że tu mieszkam... oni... tylko wiedzą, że... jestem aktorem...
- To już kurwa wiem... co jeszcze im wygadałeś? - Niemal ryknął, ale w porę się opanował. - Powiedziałeś im, że ja...
- Nie mówiłem w jakich filmach gram... - Zbliżył się do niego mówiąc szeptem. - Spokojnie... ja... yyy... nic więcej im nie powiedziałem... i nic o tobie...
Tępo parzył się w blat, analizując czy to, co chłopak im wygadał mogło rzucić cień podejrzeń również na niego. Zacisnął dłonie w pięść, wyobrażając sobie co by się stało, gdyby jego kumple dowiedzieli się o jego pracy i co tam robi, gdy nagle poczuł dłoń na swoim kroczu.
- Co ty kurwa odpierdalasz? - Warknął odskakując na bok i spojrzał z niezrozumieniem na chłopaka.
Na początku myślał, że będą dobrymi kumplami, a ich praca będzie tylko pracą. On sam nie czuł pociągu do facetów, ale umiał się do tego zdystansować. W dodatku Fabian przystał na jego warunek i Artur mógł grać w masce, by nikt go nie rozpoznał. Potem stało się... „to”. Miało to być zwykle zwalenie gruchy do filmu z ostrą laską, ale jego współlokator zrobił coś, czego kompletnie się nie spodziewał i... Artur poczuł, że została przekroczona pewna granica. Chciał to przerwać, ale było mu zbyt dobrze przez co później czuł jeszcze większe wyrzuty sumienia. Seks z facetem na planie filmowym traktował jak pracę i nie sprawiało to żadnej przyjemności. To był czysty biznes i szybka kasa, więc potrafił sobie to jakoś wytłumaczyć. Jednak tamten wieczór, to było zbyt wiele i od tamtej chwili czuł dystans do swojego współlokatora i niesmak do samego siebie.
Teraz chłopak spróbował po raz kolejny przekroczyć granicę, łapiąc go za krocze. Tym razem na to nie pozwolił i był na niego wściekły. Wpatrywał się w niego z narastającą złością, gdy niespodziewanie nastąpił kolejny atak. Chłopak rzucił się na niego i pocałował go prosto w usta. Artur poczuł obrzydzenie i pchnął młodzieńca na ścianę.
- Kurwa!!! Nie jestem pedałem, ty zjebie! - Ryknął odpychając chłopaka.
- Od kiedy ty się trzymasz z pedałami? - Odezwał się niespodziewanie jeden, trzymając telefon w ręce.
- Co? - Odparł nie wiedząc jak na to odpowiedzieć.
- Ten twój znajomy... Fabian... wiesz, że to ciota? - Mężczyzna rzucił z odrazą. - Łuki z resztą też... on... gra w pedalskich pornolach.
Artur poczuł, że oblewa go zimny pot. Jego kumple już się dowiedzieli i był przerażony tym faktem. Zdawał sobie sprawę, że w ich oczach jest skończony. Zawsze go poważali i wspólnie nabijali się z przegiętych kolesi, a teraz sam zostanie wrzucony do tego samego worka. Miał wrażenie, że jego życie kończy się właśnie teraz. Stał przed nimi z szeroko otwartymi ustami nie wiedząc jak się bronić.
- Nie wiedziałeś? - Rzucił nagle jeden.
W tej chwili uświadomił sobie, że to jedyny sposób na obronę. Musiał się tego podjąć, bo tylko w ten sposób zachowa twarz. Spojrzał na swojego współlokatora, a potem przeniósł wzrok na kumpli i pokręcił przecząco głową.
- On... on się na mnie rzucił i... - Skomentował nadal będąc w szoku, po tym co się stało. - ...się do mnie dobierał...
Te słowa wystarczyły, by kumple mu uwierzyli. Na ich twarzach pojawiła się odraza i wszyscy spojrzeli na młodzieńca, który nie był już tak pewny siebie jak wcześniej...
***
Artur wyszedł z kuchni nie chcąc brać udziału w tej szarpaninie. Słyszał wyzwiska i obelgi padające pod adresem chłopaka, jednak się tym nie przejął. Postanowił skorzystać z okazji, że jego kumple byli zajęci i niepostrzeżenie wemknął się do sypialni swojego współlokatora. Wiedział co chciał zrobić, by uwolnić się od wszelkich podejrzeń. Szybkim ruchem spakował wszystkie ubrania i rzeczy osobiste młodzieńca do torby, a następnie wyrzucił ją przez okno. Gdy tylko pozbył się wszelkich dowodów, usłyszał trzaśnięcie drzwiami, a po chwili zapanowała cisza...

Komentarze
Prześlij komentarz