Gdy tylko zawitali do baru nadal miał mieszane uczucia względem... wszystkiego. Trudny okres w związku, nawał pracy w studiu, presja ze strony Fabiana by kontynuować udawany związek, pocałunki z Wiktorem, a na końcu ta niespodziewana statuetka.
Te emocje były tak skrajne, że ciężko było mu skupić się tylko na jednym. Wiedział, że powinien zadbać o swoją relację z Tomkiem, ale ostatni raz widział Tomka, gdy ten był na niego mocno wkurzony i wybiegł z domu bez słowa wyjaśnienia. Planował do niego zadzwonić, ale obawiał się rozmowy, więc po prostu wysłał mu zdjęcie swojej nagrody z krótkim wyjaśnieniem, jednak partner nie zareagował i w żaden sposób tego nie skomentował. Maciek czuł, że jest między młotem, a kowadłem, bo znał nastawienie Tomka do Fabiana, pracy w studiu i wszystkiego co się w okół tego kręciło, jednak nie zamierzał z tego rezygnować. Jego kariera właśnie nabierała rozpędu, bo jeszcze niedawno był zwykłym amatorem, a teraz stał się profesjonalnym aktorem, znanym nawet za granicą. Wiedział, że nie może teraz odpuścić, bo jego ciężka praca właśnie teraz została zauważona i doceniona, o czym świadczyło zwycięstwo w kategorii debiutant. Był wdzięczny Fabianowi, że uwierzył i zainwestował w niego, bo gdyby nie on... Maciek pewnie nadal spędzałby większość swojego czasu w domu, bez pracy i znaczącego celu w życiu. Dlatego, gdy z ust mężczyzny padło stwierdzenie o kontynuacji udawanego związku z Wiktorem, początkowo chłopak poczuł się jak nic nieznaczący pionek w rękach swojego szefa, ale potem to wszystko pojął. Każdy musiał coś poświęcić w imię sukcesu, a czy poświęcenie to było aż tak trudne i wymagające? Nie, bo przecież dobrze się dogadywali z Wiktorem, a nawet bardzo dobrze. Wiktor dbał o niego i się nim opiekował, za co był mu wdzięczny. Chłopak zrozumiał, że wszystkie słowa Fabiana faktycznie miały sens, bo również w kwestii wyglądu Wiktor bardzo pasował do Maćka. Obaj byli bardzo muskularni, a całą resztą świetnie się uzupełniali. Wiktor był wysoki, męski i zdecydowany, Maciek zaś niski, nieco chłopięcy i uległy. To było idealne połączenie, które wzbudzało wśród innych coraz większe zainteresowanie tą „gorącą parą”.
Chłopak chciał zostawić za sobą swoje rozterki i choć przez chwilę cieszyć się swoim sukcesem. Fabian był przepełniony dumą, Wiktor gratulował mu sukcesu, a pozostali chłopacy... na swój sposób również byli radośni, choć biła od nich wyczuwalna zazdrość, co w pewnym sensie dawało Maćkowi satysfakcję. Nigdy się nie wywyższał, ani nie cieszyła go czyjaś zazdrość, ale te wszystkie reakcje mówiły tak wiele - jego sukces był ogromny, gdyż była to pierwsza nagroda na koncie ich studia.
- Dobrze to... yyy... stawiam wszystkim! - Ogłosił radośnie, czując się zobowiązany do pierwszej kolejki, gdy usiedli przy stole.
- Hahaha! Już by chciał wszystkim postawić! - Zaśmiał się Eryk.
- Cały Łuki... tylko pały mu w głowie! Hahaha! - Dodał Paweł.
- Co się śmiejecie? Ja chętnie skorzystam! Hehe... - Daniel wstał i powiedział na głos w żartobliwy sposób, jednocześnie łapiąc się wymownie za krocze.
Zawstydzony chłopak poczuł wypieki na twarzy i zaczął niezdarnie tłumaczyć, co miał na myśli, jednak trójka chłopaków nadal żartowała, nabijając się z niego. W tym samym czasie Fabian wraz z Wiktorem przysłuchiwali się im, śmiejąc się co chwilę, gdy któryś z trójki rzucił kolejnym całkiem udanym żartem na temat uległości Maćka.
Czas płynął, a rozmowy zeszły na bardziej poważne tematy, gdy chłopak zorientował się, że Wiktor po za kolejny rozmawia (lub raczej kłoci się) z kimś przez telefon po ukraińsku. Obserwował mężczyznę, jego gestykulację oraz wyraz twarzy, które wskazywały na silne wzburzenie. Nie rozumiał czego dotyczyła dyskusja i zastanawiał się czy dużym nietaktem byłoby, gdyby o to zapytał. Kumplowali się i byli sobie bliski, więc może wypadałoby okazać choć trochę wsparcia? Dumał nad tym, gdy Fabian niespodziewanie wstał od stołu.
- Ja się zbieram, a wy się bawcie dalej. - Oświadczył wszystkim. - Pamiętajcie, że jesteście w pracy, więc jutro musicie być w formie.
Po tym szybkim pożegnaniu wyszedł z baru, a Maciek uświadomił sobie, że z „jego grupki” został tylko Wiktor. Lubił pozostałą trójkę i chciał być w ich paczce, ale obawiał, że może być zbyt mało przebojowy, by móc do nich dołączyć.
- Co on tak szybko zniknął? Mieliśmy iść do klubu... - Rzucił Daniel.
- Pewnie już się z kimś umówił! Hehehe... - Skomentował Eryk unosząc brwi, chcąc jednocześnie podkreślić dwuznaczność swojej wypowiedzi.
- No trudno... yyy... to pójdziemy... w piątkę... - Wtrącił Maciek chcąc przypomnieć o swojej obecności.
- W piątkę? Przecież Wiktor z nami nie pójdzie. To nie jego klimaty... - Odparł z dezaprobatą Eryk. - Chyba, że znajdziesz mu jakąś laskę do towarzystwa.
- Z resztą i tak go już nie ma... - Dodał Paweł.
- Co? Jak to... yyy... jak to go nie ma? - Rozejrzał się zaskoczony Maciek.
- Coś tam burknął, że idzie na striptiz. Wyglądał na wkurzonego... - Wyjaśnił Paweł.
- Ale... yyy... przecież... mogliśmy pójść z nim... - Spanikował czując, że został sam, bo dwie, najbardziej wpierające go osoby wyszły. - Klub... yyy... czy striptiz... yyy... może być cokolwiek...
- A chciałbyś patrzeć na wypindrzone laski na rurach? Nie miałbym nic przeciwko, ale wypiłem zdecydowanie za mało na taką rozrywkę. - Skomentował zdegustowany Eryk. - My idziemy do gejowskiego klubu, a Wiktor poszedł na striptiz dla hetero...
***
Patrzyli na tablicę wyjaśniającą zasady panujące w klubie o nazwie „Sanctum”. Początkowo byli podekscytowani, ale gdy przebrnęli przez wszystkie reguły ich miny przedstawiały małe zakłopotanie.
- Nie wiedziałem, że jest tam aż tak... ostro. - Przerwał ciszę Daniel.
- Przecież wiedzieliśmy co to za miejsce. Mówiłem ci o tym przed wylotem. - Wyjaśnił Eryk, starając się przekonać samego siebie. - To jak te typowe cruising bary, ale ten ma swój własny klimat.
- U nas nie ma TAKICH klubów, więc może warto sprawdzić... - Dodał Paweł, lekko niepewnym głosem.
Cała trójka patrzyła na rozpiskę podzieloną na dwie sekcje. Pierwsza - czerwona, tyczyła się osób aktywnych, zaś druga - czarna, była dla osób pasywnych, bez dodatkowego podziału na opcję pośrednią. Lista reguł była dość długa, a nie trzymanie się zasad było jednoznaczne z wyrzuceniem z klubu.
- Serio chcecie tam wejść? Miałem ochotę się dziś wypiąć, ale... to jest dla mnie zbyt hardcorowe. - Daniel zawahał się na chwilę. - Przecież... w skrócie... tutaj czarny nie ma nic do gadania... i swoją drogą jest określony słowem „obiekt”... nie może o sobie decydować, nikomu nie może odmówić ani się sprzeciwić... odejść może dopiero, gdy dostanie pozwolenie od czerwonego... ogólnie mówiąc... wybierając ten kolor decydujesz się na utratę jakiejkolwiek decyzyjności i jesteś zdany na litość innych... ooo... i jeszcze... - Ciągnął dalej. - Czarny nie wybiera... tylko czerwony ma prawo wyboru...
- Co za problem... jesteśmy uni, więc dziś wybieramy czerwony kolor. - Eryk spojrzał porozumiewawczo na swoich dwóch kumpli, po czym rozejrzał się dookoła. - A gdzie ta nasza gwiazda?
- Idzie... robił zdjęcia tamtym budynkom, które mijaliśmy. - Powiedział Paweł wskazując na koniec ulicy, gdzie właśnie pojawiła się sylwetka Maćka, po czym krzyknął do niego. - Łuki... no chodź!
- Skoro jesteście zdecydowani... - Odparł niepewnym głosem Daniel.
- Okej... yyy... już... jestem... - Maciek podbiegł do chłopaków i zapytał zerkając na nich. - To... yyy... tutaj?
- Tak, wchodzimy... tylko wybierz swój kolor. - Rzucił Eryk, po czym otwarł drzwi.
- Yyy... kolor? - Zerknął zmieszany patrząc na tablicę w języku, którego nie znał.
- Czerwony to aktyw, a czarny to pasyw. - Wyjaśnił pokrótce Daniel, idąc za resztą.
Gdy byli już w środku, Maciek postanowił pójść za wskazówką Daniela i z pełnym przekonaniem wskazał obsługującemu ich mężczyźnie czarną maskę. Następnie przeszli do szatni, gdzie rozebrali się do naga, zostawiając ubrania oraz inne rzeczy osobiste w zamykanych na klucz szafkach. Dobrze wiedział, że do tego bardzo popularnego miejsca przychodziło się głównie dla seksu, a przynajmniej tak wywnioskował z opowieści Eryka, dlatego nie zdziwiły go zasady odnośnie wyboru masek czy obowiązkowej nagości.
Za sprawą wypitych wcześniej drinków nie czuł się skrępowany ani przestraszony. Chciał być tak samo zabawny i otwarty jak jego towarzysze, by wkupić się w ich łaski i zasłużyć na miejsce w ich paczce. Miał plan jak to zrobić, a gdy poza maską nie miał na sobie już nic, stanął dumnie po środku przebieralni. W jego mniemaniu sprawiał wrażenie pewnego siebie i wyluzowanego, a obserwując innych lekko napinał przy tym swoje mięśnie.
Wydawało mu się, że swoją zdecydowaną postawą i brakiem skrępowania, mężczyźni przestaną traktować go jak nieporadnego chłopca, a równego sobie i godnego dołączenia do ich grupki. Czuł podekscytowanie, po pierwsze przez to, że został tu zaproszony właśnie przez nich, a po drugie ze względu na klimat tego miejsca. Bycie całkiem nagim i noszenie na twarzy maski, za sprawą której czuł się anonimowo... jak kompletnie inna osoba, wywoływało u niego lekkie podniecenie tą całkiem nową dla niego sytuacją.
Gdy w końcu opuścili przebieralnię, kroczył przed siebie z dumą. Szedł pierwszy, a za nim podążali Eryk, Daniel oraz Paweł. Czuł się wyjątkowo na tle swoich kompanów, mimo że najniższy, to był najbardziej umięśniony. Miał świadomość, że w kwestii muskulatury był zdecydowanym liderem. Z każdym krokiem jego masywne piersi lekko podskakiwały, tak samo jak okazałe penisy jego kolegów. W naturze istniała pewna równowaga - on miał wielką klatę i niewielkiego penisa, zaś trójka jego towarzyszy odwrotnie, co uważał za całkiem rozsądną rekompensatę. Od zawsze czuł pociąg do uległości, a bycie pasywem dawało mu satysfakcję, więc na co byłby mu wielki kutas? Był dumny ze swojego wyglądu wiedząc, że niewielu facetów ma takie mięśnie jak on, a tak umięśnionych i uległych było jeszcze mniej.
Idąc korytarzem czuł na sobie wzrok innych mężczyzn. Widział jak go śledzą, a wszelkie rozmowy milkną, bo dosłownie każdy gapił się jego kierunku. Właśnie weszli do głównej sali przypominającej piekielne czeluście, z której rozchodziły się wyjścia do innych zakamarków klubu. Pod kamiennymi ścianami były ustawione wysokie, czarne stoliki, przy których mężczyźni stojąc, sączyli swoje napoje i obserwowali otoczenie. Zaś na środku, w rytm dudniącej i agresywnej muzyki tańczyło zaledwie kilkoro osób.
Maciek miał ochotę zatańczyć, ale nie musiał mówić o tym na głos, bo jego towarzysze od razu dołączyli do tańczącej grupki. Ruszył w ślad za kumplami, z początku próbując tańczyć tak jak oni - rytmicznie i z dystansem, w jego mniemaniu „po męsku”. Ale już po kilku chwilach poczuł na sobie spojrzenia. Wyróżniał się w tłumie, w końcu był najmocniej zbudowany, z ogromną klatą, która mocno podskakiwała z każdym jego ruchem. Ludzie gapili się, jakby samym ciałem już prowokował do czegoś więcej. On sam także przyglądał się wszystkim dookoła, a po kilku sekundach zauważył coś zastanawiającego. Zdecydowana większość mężczyzn nosiła czerwone maski, a on, łącznie z dwoma, może trzema innymi mężczyznami mieli czarne. Tańcząc zastanawiał się czy osoby pasywne były tutaj deficytem, czy może jednak wynikało to z jakiejś innej prawidłowości. W tym wszystkim coś jeszcze było dziwnego. Skoro było to tak popularne miejsce i schodziły się tutaj tłumy, to w takim razie gdzie oni wszyscy byli?
Nagle poczuł, że ktoś dotyka jego pośladków. Nie zareagował jednak uznając to za typową praktykę miejsc takich jak to. Niespodziewanie pomiędzy niego, a jego kumpli wsunął się jakiś mężczyzna w czerwonej masce. Nie powiedział ani słowa. Początkowo zdawało się, że po prostu szuka atencji i chce tańczyć pośrodku nich, on jednak zaczął zbliżać się do Maćka i napierając swoim ciałem wypchnął go z kręgu. Nie chcąc stracić równowagi, chłopak zrobił kilka kroków w tył, a mężczyzna nie przestawał się przesuwać aż do czasu, gdy młodzieniec uderzył plecami o tors innego nieznajomego. W jednej chwili Maciek znalazł się między dwoma, zupełnie obcymi mężczyznami. Wykonywali oni taneczne, skoordynowane ruchy, a ich ciała ocierały się o niego, jednocześnie przyciskając go do siebie, by nie mógł uciec.
Maciek był kompletnie zaskoczony i nie wiedział co zrobić, a jego kumple patrzyli w jego kierunku dyskutując, prawdopodobnie o tym co właśnie się wydarzyło. Zdezorientowany stał w bezruchu w objęciach nieznajomych, gdy ich dłonie zaczęły sunąć po jego nagim ciele, przyjemnie masując jego pokaźne mięśnie.
Spojrzał w kierunku swoich kumpli, a oni co chwilę zerkali na niego. Był przekonany, że gdyby nie maski, na ich twarzach ujrzał by zazdrość, bo oni nadal tańczyli w swoim gronie, a był to zwykły, nudny taniec trzech kumpli. On zaś stworzył swój własny trójkąt wykonujący pełen erotyzmu taniec, który ściągał uwagę innych. Widział, że inni również go obserwowali, co jeszcze bardziej go nakręcało. Dwaj nieznajomi ciągle go obmacywali dosłownie wszędzie, ale największą uwagę skupili na jego tyłku oraz klacie. Niespodziewanie ten z przodu lekko się pochylił i mocno ścisnął jedną pierś chłopaka, a drugą zaczął lizać i ssać przez otwór w swojej masce. Język krążył po twardym, odstającym sutku, aż chłopak miał wrażenie, że zaraz eksploduje z podniecenia. Cycki, jego największa duma, były teraz brutalnie używane jak zabawka i cholernie mu się to podobało. W międzyczasie ten z tyłu przesuwał dłońmi po jego biodrach, rozpychał pośladki i już chwilę później jego palec wjechał głęboko w rów młodzieńca. Maciek jęknął z rozkoszy i wyginając do tyłu głowę, oparł ją o ramię mężczyzny. Ich dotyk sprawiał mu ogromną przyjemność, a towarzysząca temu żądza jeszcze bardziej podniecała. Mięśnie napięły się od nagłej fali rozkoszy, a on sam nie ruszył się ani o centymetr i poddał się im całkowicie.
Po chwili palec w jego tyłku ustąpił miejsca czemuś grubszemu i twardszemu. Penis nieznajomego wszedł w niego bez zapowiedzi, od razu mocno, głęboko. Maciek cicho jęknął, a jego ciało zadrżało. Czuł jak kolejne pchnięcia zsynchronizowane z muzyką wbijają go coraz mocniej w ciało drugiego faceta, który właśnie zaczął lizać jego szyję. Był ich objęciach, to oni przejęli nad nim kontrolę, a on po prostu się im oddał delektując się każdą chwilą.
Podniecony odwrócił głowę w bok spoglądając na swoich kumpli, którzy najwyraźniej byli mocno zaskoczeni, gdyż cała trójka gapiła się na niego w bezruchu, jakby zapomnieli, że jeszcze przed chwilą tańczyli. Uśmiechnął się do nich choć wiedział, że przez maskę nie ujrzą jego wyrazu twarzy. Był w potrzasku, ale było mu dobrze... bardzo dobrze. Mężczyźni trzymali go w silnym uścisku, tak, że nie miał najmniejszej możliwości ruchu. Ale i tak nie chciał się ruszać. Dokładnie tego pragnął, by ktoś zachwycał się jego ciałem i czerpał z niego to co najlepsze. Właśnie dobierało się do niego dwóch nieznanych mu facetów, z czego jeden rznął go na oczach wszystkich. W tamtej chwili czuł się jeszcze bardziej atrakcyjny niż dotychczas, a fakt bycia super-umięśnioną marionetką w rękach dwóch obcych facetów na środku tego parkietu dodatkowo go podniecał. Wokół nich ludzie przestali tańczyć i zaczęli się gapić. To już nie był parkiet, to była scena. A on czuł się jak gwiazda tego widowiska, jak obiekt pożądania każdego faceta i zapragnął podzielić się sobą z każdym...
Trwało to wszystko jeszcze przez chwilę, gdy mężczyźni zaczęli coś do siebie krzyczeć, ale ze względu na głośną muzykę niczego nie zrozumiał. Wyglądało jakby coś ustalali, po czym jebanie ustąpiło, kutas wysunął się z jego tyłka, a oni złapali go za ręce i pociągnęli za sobą.
Wyszli z głównej sali do pierwszego pomieszczenia, gdzie nadal było słuchać dudniącą muzykę. Szli ciemnym korytarzem, wzdłuż którego umiejscowionych było kilka mniejszych pomieszczeń, a w każdym z nich ujrzał mężczyzn w maskach uprawiających seks. Skręcili w bok do kolejnej sali wypełnionej jeszcze większą ilością nagich mężczyzn, bzykających się w różnych pozycjach. Następnie weszli do kolejnego korytarza i znów skręcili, aż chłopak stracił orientację w terenie.
Mężczyźni nadal trzymali go w silnym uścisku i nie pozwalając mu odejść, ciągnęli go jak swoje trofeum. To zachowanie nieco go rozbawiło, bo przecież wcale nie chciał uciekać. Wiedział co zaraz nastąpi i miał wielką ochotę oddać się im w zupełności...
***
Eryk stał przy barze wypatrując pozostałych kumpli. Było już grubo po drugiej nad ranem dlatego zdecydowali, że najwyższa pora wracać, tym bardziej, że Fabian miał dla nich jakąś robotę do wykonania.
- Nie wiem gdzie on jest... obszedłem chyba całość i go nie znalazłem. - Oświadczył Daniel, który właśnie wyłonił się z tłumu. - Tyle jest tu korytarzy... jak w labiryncie!
- Pewnie wrócił do hotelu i już dawno śpi. - Rzucił lekko poirytowany Eryk. - Tylko pipa nie raczyła nam o tym powiedzieć!
- Nie... raczej by powiedział, że się zbiera. - Skomentował zdecydowanym głosem. - On taki nie jest...
- Taaa... nie jest. - Zaśmiał się z pogardą. - A pomyślałeś, że pójdzie w tango z tamtymi dwoma typami? I to tak szybko? - Zadrwił wpatrując się w mijających ich mężczyzn. - Ledwo weszliśmy do klubu, a on już zaczął się z kimś dupczyć.
- Był podpity, więc sam rozumiesz... - Zaczął szukać wyjaśnienia.
- Inaczej się na takich mówi. - Spojrzał na kumpla. - Cicha woda brzegi rwie...
- W sumie masz racje... ooo... idzie Paweł. - Zaczął machać ręką w stronę tłumu, krzycząc przy tym. - Paweł! Paweł, tutaj!
- Dobra widzi nas, nie drzyj się. - Skarcił go Eryk.
- Znalazłem go. - Powiedział Paweł, gdy tylko do nich dołączył.
- To czemu go z tobą nie ma? - Zapytał zaskoczony Daniel.
- Bo... jest zajęty. - Odpowiedział enigmatycznie.
- Heh... czemu mnie to nie dziwi. - Zaśmiał się Eryk.
- Czyli co...? Powiedział ci, że... zostaje? - Dopytywał dalej Daniel.
- Nawet z nim nie gadałem. Z resztą... ciężko się do niego dostać. - Paweł zaczął powoli wyjaśniać. - Jest w takim małym pokoju, obok salki z huśtawkami... piętro niżej. Kilku kolesi jebie go na zmianę, a kilku innych wali sobie konia obserwując to. W sumie nie wiem czy ustawiła się do niego kolejka czy jak to działa... ale ostro tam jest.
- I co... nic nie zrobiłeś? - Zarzucił mu zbulwersowany Daniel. - Po za tym... jesteś pewien, że to on? Każdy tu nosi maski...
- A znasz innego tak umięśnionego pasywa z takimi dużymi zderzakami i tatuażem „stuknij mnie”... czy jakoś tak? - Zdegustowany zmierzył go wzrokiem, po czym dodał zrezygnowany. - Próbowałem do niego podejść i zagadać, ale jakiś koleś na mnie ryknął i mnie wypchnęli.
- Ale... a co jeśli on tego nie chciał? I go... zmusili? - Daniel nadal nie odpuszczał i wyglądał na przejętego.
- A co jeśli chciał? - Wtrącił Eryk. - Po to wisi ta tablica z zasadami. Jeśli wybrał czarną maskę to tylko na własną odpowiedzialność.
- To... co teraz robimy? - Daniel nadal był mocno poruszony.
- Jak to co? Wracamy bez niego. - Odpowiedział bez emocji Eryk.



Komentarze
Prześlij komentarz